Nie wiem co mnie naszło, ale postanowiłam coś napisać.
Od tak, bez większego sensu.
Rozmawiałam z nim wczoraj i podesłał mi piosenkę. Coma - "Pierwsze wyjście z Mroku" Bardzo mnie natchnęła. Tak bardzo, że napisałam wiersz.
„Pierwsze wyjście z mroku” zainspirowane piosenką o tym samym tytule zespołu Coma (18.11.2010)
„Pierwsze wyjście z mroku,
prosto w światło dnia,
sprawia dzisiaj, że
żyć od nowa chce.
Pierwsze wyjście z mroku,
krok za krokiem w przód.
Czoła nie uchylę
z dumą idę już.
Pierwsze wyjście z mroku,
noc skończyła się.
Nerwy skołatane
poukładam wnet.
Pierwsze wyjście z mroku,
gdy nadziei brak,
sprawi zaraz że,
W Boga uwierzyć chce.
Pierwsze wyjście z mroku,
gwiazdy zgasły już.
Nie zawaham się,
światu powiedzieć 'Precz!'
Pierwsze wyjście z mroku,
patrząc prosto w słońce.
Teraz dobrze wiem,
że życie nabrało sens.”
Wiersz nie jest do końca zrymowany, ale tak miało być. Wena nagle do mnie wpadła, zasapana i zdyszana, kiedy słuchałam sobie tej piosenki i krzyknęła "PISZ!". I jak tu się przeciwstawiać takiemu gościowi?! Nijak, więc wzięłam zeszyt, długopis i zaczęłam skrobać słowa na papierze.
Po chwili same już leciały ciurkiem na kartkę. Kilka drobnych poprawek i wklepanie wiersza do kompa. No i dziś pojawi się na moim blogu.
Coś czuję, że przez kolejne kilka notek będę publikować serię moich wierszy, bo w czwartek powstał jeszcze jeden a i teraz po głowie krąży mi kilka składających się w całość wersów.
*kilka godzin później*
Jash. Właśnie skończyłam robić porządki na kompie wśród dokumentów. Strasznie dużo śmieci się uzbierało. Kilka wersji jednej rzeczy rozrzucone w nastu folderach. Masakra. Przejrzałam wszystko i zebrałam w jednym miejscu. Niepotrzebne pierdoły poszły do kasacji.
Czytając moje stare opowiadania aż się łezka w oku zakręciła. Moje wypocinki. Aż chce się rzygać. Miałam straszny styl. Teraz się poprawił i co nowsze dzieła, które dziś odkurzałam są już znośne, ale twory z gimnazjum to porażka. Za dużo na raz chciałam umieścić i przez to całość była nieczytelna. Może i pomysły miałam fajne, ale ciężko było je ubrać w odpowiednie słowa.
Teraz mam już z tym mniejszy problem, choć i tak ciężko przelać mi myśli na papier. Często gęsto też mi się nie chce. Wpadnę na jakiś genialny pomysł, ale nie zacznę go spisywać od razu i później mi się już nie chce.
Taki to już ze mnie leniwy stwór;)
Tak więc notkę na dziś(wczoraj?) zakańczam i mówię Wam:
SAYO~!